• Polish (Poland)
  • Italian (Italy)
 
Karnawałowa wyprawa do Wenecji - 5-10.03.2011

Było radośnie, kolorowo i magicznie.

Już sam widok z samolotu na Lagunę Wenecką o zachodzie słońca oraz lądowanie na lotnisku imienia Marco Polo pobudziły moją wyobraźnię i naprowadziły myśli na wspaniałą historię Serenissimy i jej sławnych mieszkańców. Niezwyczajną rzeczą jest, że do Wenecji można z lotniska dopłynąć transportem wodnym, czyli vaporetto. Te niewielkie, raczej niespieszne stateczki pełnią funkcję tramwaju wodnego i będą nam towarzyszyć cały czas zarówno na Canale Grande, jak i na wyspach Laguny Weneckiej. Kursują również znacznie szybsze (ale też i o wiele droższe) wodne taksówki, którymi można dopłynąć wprost do niektórych hoteli, jak np. do snobistycznego Danieli, znanego choćby z wyświetlanego niedawno w kinach filmu "Turysta" z Angeliną Jolie. Ja jednak wybrałam zwyczajny autobus, który dość szybko z lotniska zawiózł mnie na wypełniony i autobusami, i turystami, końcowy przystanek, czyli Piazzale Roma w Wenecji. Dalej już nie ma ani autobusów, ani taksówek, ani samochodów. Miasto jedyne w swoim rodzaju: kanały, mosty, mosteczki, wąskie uliczki, tajemnicze zaułki i przejścia.

Na Piazzale Roma wsiadłam do tramwaju wodnego i pospieszną linią nr 2 dopłynęłam wśród wieczornych świateł odbijających się w Canale Grande do przystanku przy słynnym moście Rialto, wpadając prosto z podróży (jeszcze z walizką) w rozbawiony i wielojęzyczny tłum przebierańców. Był to bowiem ostatni weekend karnawału! Na szczęście idący mi na spotkanie Hania, Dorota i Jarek odrobinę się spóźnili, dając mi szansę na zanurzenie się w atmosferę wieczoru i podziwianie wielu coraz to ciekawszych i odważniejszych masek oraz kostiumów mijających mnie roześmianych przechodniów. Czułam się (z moją walizeczką) dość nierealnie, jakby przed oczami przesuwał mi się film z minionej epoki. Jakież było moje zdumienie, gdy nagle troje przebierańców podeszło do mnie i powitało radośnie po polsku. Tak, to byli moim italianissimowi przyjaciele - Hania, Dorota i Jarek.

Po uściskach powitalnych wmieszaliśmy się od razu w karnawałowy tłum przechodząc mostem Rialto na drugą stronę Canale Grande. Śpieszyliśmy się bowiem na zamówioną kolację inauguracyjną w zaprzyjaźnionym ristorantino (Circolo Buona Forchetta) w samym sercu Wenecji, gdzie czekali już na nas pozostali uczestnicy wyprawy. I tak miłym biesiadowaniem zaczął się nasz karnawał. Jak zwykle w Buona Forchetta zjedliśmy znakomicie. Właścicielka (której wyborom kulinarnym całkowicie zawierzamy i umawiamy się tylko na cenę posiłku nie widząc, co nam poda) zaproponowała nam menu typowo weneckie, w którym królowały ryby i owoce morza. Nasz kolega ichtiolog, który był tu już nie pierwszy raz ocenił baccala' mantecato (dorsz o konsystencji puchu...) jako absolutnie wyjątkowe. Ponieważ był to akurat sezon na mątwy, jedliśmy też jedną z oryginalnych lokalnych specjalności, czyli risotto al nero di seppia - czarne risotto z atramentem z mątwy. Tu przytoczę informacje z "Sekretów kuchni włoskiej" Eleny Kostioukovitch: Mątwy są bardziej okrągłe i krótsze niż kałamarnice i kalmary. Gdy podczas czyszczenia mątwy wyjmuje się środkowe kości, trzeba uważać, żeby nie uszkodzić woreczków z atramentem, które odkłada się na bok. Następnie kroi się głowonogi na cienkie paski, żeby zamarynować je w zwykłej mieszance czosnku, oliwy z oliwek, cytryny i białego wina, natomiast risotto gotuje się z atramentem wylanym z woreczków.

Potem było już tylko i zabawnie, i kolorowo. Długie i wesołe były nasze wieczorne spotkania przy stole, któtr wieńczyły intensywne dni spędzane na przechadzkach, przejażdżkach, wycieczkach na wyspy Laguny Weneckiej. Nocne powroty do hotelu wąskimi uliczkami i mosteczkami były całkiem emocjonujące i nie raz udało nam się nieco zabłądzić. Czuliśmy się jednak bezpiecznie, bo takich późnych i jeszcze późniejszych spacerowiczów było bardzo wielu.

Jest wiele powodów, by pojechać do Wenecji. Wśród nich: niezwykła atmosfera miasta na wodzie, laguna z wyspami, gondole i gondolierzy, pływy morskie oraz dreszczyk emocji związany z ryzykiem pojawienia się tzw. wysokiej fali (acqua alta), wspaniała historia, zabytki i muzea, smakowita kuchnia. Niewątpliwie jednym z ważnych powodów jest unikalny Karnawał Wenecki, którego tradycja sięga XII wieku. Jego rozkwit przypadał na wiek XVI i XVII, gdy Republika Wenecka święciła największy rozwój.
Od czasów podbicia Wenecji przez Napoleona tradycja hucznych obchodów Karnawału została zawieszona. W czasach współczesnych został przywrócony dopiero w 1979 roku. Dzięki sponsorom Karnawał Wenecki przekształcił się w duże komercyjne wydarzenie z bogatym programem kulturalnym, przyciągające turystów z całego świata.

Mam mnóstwo wspaniałych wrażeń z pobytu w Wenecji i jestem przekonana, że warto pojechać tam właśnie w okresie Karnawału choćby na kilka dni. My wybraliśmy się w ostatni weekend oraz martedi' grasso (tłusty wtorek), czyli Ostatki.
Było nas razem 14 osób. I jak to bywa często na wyjazdach Italianissimy - część osób znała się wcześniej, część zobaczyła po raz pierwszy dopiero na miejscu. Dla nas jest zawsze atrakcją poznawanie nowych osób. Byliśmy z różnych części całej Polski: najwięcej z matecznika Italianissimy, czyli Trójmiasta, ale także z Łodzi, Poznania i Warszawy. Przypadliśmy sobie do gustu i bawiliśmy się świetnie.

Wenecja powitała nas wspaniałą wiosenną pogodą. Słońce i lazurowe niebo gwarantowały wszystkim amatorom udane zdjęcia. Tylko nasi profesjonalni fotograficy napomykali, że woleliby jednak trochę chmur czy zamglenia...
Chyba jednak klimat się trochę zmienia, nawet w Italii, ponieważ generalnie było dość chłodno. Za dnia słonecznie, co sprzyjało wycieczkom, ale wieczorami zdecydowanie zimno, co z kolei sprzyjało biesiadowaniu. Ciepłolubni Włosi mówili nawet o chłodzie syberyjskim! A my z pokorą zakładaliśmy ciepłe kurtki, czapki, szaliki i rękawiczki. Jednak atmosfera wśród nas i w całej Wenecji była gorąca i radosna.

Część z nas mieszkała w małym pensjonacie Casa Rezzonico w uroczej dzielnicy (sestiere) Dorsoduro na zachód od placu Świętego Marka, pełnej antykwariatów, małych sklepików i barów. To była dzielnica uniwersytecka z Ca' Foscari, Ca' Rezzonico i Galeriami Akademii.
Codziennie o poranku witał nas na naszej ulicy (Fondamenta Gherardini) fruttivendolo, czyli handlarz sprzedający owoce i warzywa prosto z łodzi na kanale św. Barnaby. A wcześnie rano słychać było wspaniałe dzwony z bliskiego kościoła karmelitów (Carmini),  tuż przy słynnej Scuola Grande dei Carmini z freskami Tiepola, którego oświetlona wieża była nam drogowskazem zwłaszcza w nocnych powrotach. Towarzyszył im pewien dreszczyk emocji, gdyż znalezienie drogi wśród wąskich uliczek, kanałów, mostków i tajemniczych zaułków (vicolo) oraz przy dość ogólnikowych drogowskazach przypominało zabawę w podchody z czasów szkolnych.

Wenecja nie jest miastem bogatym w zieleń, ale byliśmy w czasie wiosennym, więc na straganach cieszyły oczy kolorowe kwiaty. Moją szczególną uwagę zwróciły piękne żółte mimozy, mało znane w Polsce. Ich gałązki lub pękate bukiety ofiarowywano paniom z okazji obchodzonego 8 marca Fiesta delle donne.

Kostiumy i maski była tak różnorodne i bajecznie kolorowe, że najlepiej opiszą je załączone zdjęcia. Przeróżne zabawne i pomysłowe stroje nosili rozbawieni turyści, ale widać było także wielu aktorów i śpiewaków biorących udział w przedstawieniach czy operach w przepięknych i bogatych tradycyjnych kostiumach. Poprzebierane w wymyślne kreacje są nawet malutkie dzieci!

Miałam również okazję podziwiać sesję zdjęciową, która odbywała się w ciepłym świetle zachodzącego słońca na wyspie S. Giorgio Maggiore, naprzeciw placu S. Marco po drugiej stronie Canale Grande. W sesji brali udział modele i modelki pozujący chętnie i cierpliwie licznie zgromadzonym fotografom zawodowym i amatorom.

Głównym miejscem imprez, koncertów i pokazów był Plac Św. Marka oraz okolice mostu Rialto. Turyści nie mogli jednak narzekać, bo działo się dużo także w wielu innych miejscach - turystyka to główne źródło dochodów miasta, a okres Karnawału jest szczególny. Tłoczno jest w muzeach i na wystawach, a bilety na bale i opery w kostiumach z epoki i w pięknych wnętrzach sprzedane są na wiele miesięcy wcześniej.
Odwiedzane są również miejsca związane ze słynnymi artystami przybywającymi do Wenecji. My zajrzeliśmy do słynnego Harry's Bar, w którym gościł m. in. Ernest Hemingway.

Korzystając ze słonecznej pogody i specjalnie na Karnawał uruchomionych szybkich linii vaporetto zwiedziliśmy kilka wysp z rozległej Laguny Weneckiej. Każda z nich ma swoją ciekawą historię i atrakcje. Murano słynie z pięknych wyrobów szklanych, w tym szklanej biżuterii. Burano szczyci się koronkami (i własnym Muzeum Koronek), kolorowymi fasadami domów oraz słynnym rodakiem - kompozytorem Baldassarre Galuppi'm. Lido to modne plaże, hotele, kasyno oraz Międzynarodowy Festiwal Filmowy. Wyspa S. Michele ma najstarszą w Wenecji renesansową świątynię oraz istniejący od czasów Napoleona zabytkowy cmentarz z grobami m. in. Strawińskiego, Diagilewa i Brodskiego. Wyspa La Giudecca była niegdyś ulubionym letniskiem weneckiego high life'u, dziś spokojna i cicha z pięknym kościołem Odkupiciela (Il Redentore), zaprojektowanym przez Andrea Palladio oraz olbrzymim i najbardziej ekskluzywnym w mieście hotelem Hilton Mulino Stucky przerobionym z potężnego ceglanego młyna z końca XIX wieku. Z La Giudecchi widać dobrze statki handlowe wpływające do portu oraz olbrzymie statki wycieczkowe crociere.

Tak nam się spodobało, że niektórzy już obiecują sobie kolejny wypad na Karnawał w 2012 roku! A spotkaliśmy na Murano grupę szalonych i niemłodych wcale Szwajcarów, którzy rokrocznie przyjeżdżają dużą grupą na Karnawał do Wenecji, bawią się tu przez tydzień i na każdy wyjazd szyją sobie nowe wspaniałe kostiumy, których nie powstydziłby się żaden teatr!

Dziękuję kolegom za udostępnienie zdjęć - autorami są Mariusz Wroński, Jarek Słowik, Przemek Olejarz. Część wykorzystanych zdjęć pochodzi z zasobów własnych.

Ci vediamo a Venezia!

Elżbieta Bromka

Venezia
Rialto
San Marco
Danieli

Więcej zdjęć w Galerii

 
btn_conowego.jpg
Aktualizacja: 2012-05-16

KreatyWWWni